Inni o nas
Kup płytę!

newsletter


do pobrania

skórka do winampa

Pobierz skina do WinAmpa

tapetki

Pobierz tapetę #1 Pobierz tapetę #2

Istota życia - rozmowa z Wojciechem Orszulakiem

W początkach działalności Des Moines w aranżacjach pojawiały się fortepian, kontrabas, wiolonczela, flet, nawet fagot. Zaliczano was wówczas do nurtu piosenki studenckiej, niekiedy kojarzono z muzyką spod znaku Toma Waitsa.

Kiedyś byliśmy pod silnym wpływem Leonarda Cohena, Joni Mitchell, Boba Dylana, amerykańskiego nurtu folkowego. Również poezji - czyli Stachury... Ale w każdej dziedzinie sztuki tak jest, że albo dryfujesz w kierunku mainstreamu, albo przestajesz istnieć. Nie można przez dłuższy czas grać ekstremalnej muzyki, bo zanikasz. A w naszym przypadku była to "ekstremalna piosenka studencka". Poza tym stając się starszym i mądrzejszym dochodzisz do wniosku, że nie ma co wybijać głową dziury w murze, skoro obok jest przejście.

Tym przejściem okazał się dla was rock.

Nasz styl ewoluuje. Do rocka sięgnęliśmy chcąc uzyskać reakcję publiczności na koncertach. Okazało się, że to działa lepiej. Muzyka rockowa ma przekazywać emocje i nie ma w niej miejsca na cyzelowanie. Od tego jest muzyka klasyczna czy jazz. Jest spory zestaw rockowych kapel, które nas inspirowały. Z nurtu grunge'owego wielki wpływ wywarły na mnie Nirvana czy Pearl Jam, a zawsze uwielbiałem The Police. To najważniejszy zespół, oni połączyli reggae z punkiem. Starsze kapele kształtujące moje muzyczne myślenie to na przykład Cream.

Dziś tylko ty pozostałeś z pierwotnej ekipy, instrumentarium jest skromniejsze, a wasza twórczość zbliżyła się do reggae. Czemu właśnie taki kierunek wybrało Des Moines?

Mnie zawsze interesowało pozytywne przesłanie. Ale tak naprawdę nie jesteśmy zespołem reggae. Ortodoksi na pewno mieliby wiele zastrzeżeń. My się tylko inspirujemy taką muzyką. Jak The Police, którzy przecież nigdy nie byli zaliczani do tego nurtu... Obecność nowych, lepszch muzyków mieli też miała swój wpływ na taki wybór muzycznego kierunku. Maciek Szczyciński współpracuje też ze Zbigniewem Namysłowskim czy Urszulą Dudziak, Sławek Kazulak gra też na perkusji w Różach Europy, a Robert Siwak jeździ z "muzyką dawną" po świecie.

Obecnie dochodzi do mariażu reggae z hiphopem. Wy dokonujecie mniej oczywistych połączeń jamajskiego pulsu z polskim folkiem czy poezją śpiewaną.

Mam nadzieje, że jest to na tyle oryginalna mieszanka, że zdoła ludzi zainteresować. Hip hop moim zdaniem zaniknie za pięć lat wraz z pojawieniem się nowego nurtu, który będzie zawierał jeszcze mniej melodii i jeszcze więcej rytmu. Nie lubię robić czegoś zgodnie z obowiązującymi modami i kolegom z grupy mówię: jeszcze będziemy zapełniać stadiony. Bardzo pozytywny był odzew po naszym udziale w programie Kuby Wojewódzkiego. Myślę, że płyta Mahijo trafi do sporej ilości słuchaczy, są na niej fajne klimaty i dobre teksty.

Na Mahijo potraficie zabrzmieć również ciężko i z powodzeniem połączyć riffowe granie z regae'owymi klimatami, w utworze Człowiek, który kochał własne buty.

Nasz basista ciągnie w tę stronę. Ja sam też czasem słucham cięższej muzyki. Na przykład Audioslave bardzo lubię. Ostatnia płyta była świetna. Ale dla nas to tylko jeden z elementów. Parę utworów z najnowszej płyty jak Chciałbym ciebie poznać, Julia czy Z tobą nad ranem jest całkiem mocno osadzonych w tradycji gitarowego grania. Nie brakuje też stylowych solówek. Rockowe ucho jest na czym zawiesić. Chciałbym ciebie poznać jest parodią Prince'a, którego też bardzo sobie cenię. W Z tobą nad ranem pobrzmiewają natomiast echa Lenny'ego Kravitza. Ale nie zmienia to faktu, że na mnie w tej chwili najbardziej wpływa The Police i grunge.

Wspomniałeś o pozytywnym przesłaniu. Wydaje mi się, że dla ciebie jako autora tekstów najważniejsze są uczucia?

Jeśli nie masz czegoś do powiedzenia to nie ma co pisać piosenki. Większość moich tekstów skupia się na relacjach damsko-męskich, bo to jest sól tej ziemi, istota życia. Jeśli dogadujesz się z innymi ludźmi, nie zawsze musisz mieć pieniądze czy pracę.

Na waszej stronie internetowej zamieściliście komunikat o nieustającej krucjacie przeciwko polskiemu agrorockowi", do którego zaliczacie Budke Suflera, Bajm, Urszulę, Łzy, Blue Cafe czy Ich Troje. Namawiacie też publiczność: nie słuchajcie opanowanego przez system radia, nowej muzyki szukajcie w Internecie. Co chcecie w ten sposób osiągnąć?

Pokazujemy, że dla nas to jest badziewie, wieśniactwo. Albo teksty grafomańskie, o bzykaniu w męskiej ubikacji, albo nieznośny styl bycia na scenie, pozerstwo z siateczkową koszulką i czarnymi okularami... A radia staram się w ogóle nie słuchać. Zresztą wszędzie puszczają to samo. Internet to świetne medium dla inteligentnych ludzi. Można znaleźć tam dokładnie to, czego się szuka, bez zbędnych dodatków.

Rozmawiał Łukasz Wiewiór
Teraz Rock, sierpień 2006

===

Na rockowo o miłości

Legendarna grupa "Des Moines" zagrała w piątkowy wieczór (7. lipca) w namiocie "Summertime" nad siedleckim zalewem. Artyści z Warszawy zaprezentowali w większości utwory ze swojej najnowszej płyty, zatytułowanej "Mahijo". Był to ich drugi występ w Siedlcach.
Na koncercie grupy "Des Moines" zgromadziło się niewielu zainteresowanych i niestety większość z przybyłych siedziała z dala od sceny. Część z nich nigdy wcześniej nie słyszała o zespole, choć istnieje on już od szesnastu lat.
Niemniej publiczność już od pierwszego brzmienia dała się porwać muzyce, która była niezwykle rytmiczna i świetnie wpadała w ucho. Rockowe brzmienie utworów i teksty mówiące o miłości to połączenie, które z pewnością trafia do każdego. W granej przez artystów muzyce występują także elementy country - do nich należy m.in.: utwór "Tak blisko", będący największym hitem "Des Moines". Po każdym zagranym utworze artystów nagradzano gromkimi brawami.
"Pierwszy raz słyszałam jak gra Des Moines, ale bardzo mi się podobało" - powiedziała Ewelina, która wybrała się na koncert razem z bratem. Zaznaczyła, iż w szczególności ceni tę grupę za to, że "zagrała czysto".
Do zalet koncertu można zaliczyć nie tylko świetną muzykę ale także orginalne sposoby nawiązywania kontaktu z publicznością. - W pewnym momencie lider zespołu, Wojtek spojrzał na samotnie siedzącą przy stoliku dziewczynę i powiedział: "I look at your eyes and I see your soul", a następnie zadedykował jej piosenkę "Chciałbym ciebie poznać".
Zespół wystąpił w składzie: Wojtek Orszulak: gitara akustyczna i śpiew, Michał Piastowicz: gitara i śpiew, Robert Siwak: instrumenty perkusyjne, Fabian Włodarek: klawisze oraz akordeon, Maciek Szczyciński: gitara basowa i śpiew, Sławek Kazulak: perkusja.
ek - Konkret Siedlecki 10.07.2006===

Numer z wiolonczelą

Na jednym z ostatnich festiwalów w Jarocinie pojawiła się ekipa Des Moines. Nazwa pochodzi od miasteczka w stanie Iowa, które unieśmiertelnił w swej powieści "W drodze" Jack Kerouac. Tam właśnie mieszkają najpiękniejsze z dziewczyn, które pisarz spotkał w życiu. Ton zespołowi nadawał Wojciech Orszulak, znany także z Kabaretu Moralnego Niepokoju. Des Moines weszli na małą scenę w Jarocinie z wiolonczelą i powitały ich zachrypnięte okrzyki "Co to, Boże Narodzenie!!??". Na dużą scenę nie odważyli się wejść. Nagrali jedną płytę z tekstami i piosenkami a la Tom Waits. Lokują swoją muzykę gdzieś na pograniczu piosenki studenckiej i rocka. I mają nieziemskie pomysły. Des Moines na festiwalach rockowych to jednak spore ryzyko. Oby panom, którzy mówią o sobie już Legendarny Zespół Des Moines, powidło się lepiej niż w Jarocinie.
http://bluebox.zary.com.pl/przystan/2003/2003_prasa/2003_art8.htm===

Des Moines, Pidżama Porno, Kult - 11 maja, Dziedziniec UW, Warszawa

Koncerty Kultu od lat cieszą się wprost nieprawdopodobnym zainteresowaniem, dlatego nie zdziwił mnie fakt, że kiedy o godzinie 17 pojawiłem się pod Uniwersytetem Warszawskim, zastałem kartkę z niedbałym napisem "biletów brak". A jednak, kiedy swój występ rozpoczynał zespół Des Moines, można było odnieść wrażenie, że owa kartka była jedynie żartem. Dziedziniec świecił pustkami i choć bezpretensjonalna, gitarowa muzyka tej formacji zabrzmiała nad wyraz dobrze, o gorącym przyjęciu nie mogło być mowy. Na znacznie lepsze przyjęcie mogli już liczyć poznaniacy z Pidżamy Porno (...)
(mk) Tylko ROCK, nr 6/7 (130/131) czerwiec/lipiec 2002 ===

Kiedyś, obejrzawszy go w Chatce Żaka, odradzałem Markowi Andrzejewskiemu sprowadzać na Piwniczne Spotkania warszawski Kabaret Moralnego Niepokoju. Ktoś mi po tym lubelskim występie kabaretu tłumaczył, że jego siłą są popisy muzyczne a wówczas akurat jakiś ważny muzyk nie dojechał. Przypomniałem to sobie wszystko na występie (13 października) zespołu Des Moines, który jest odnogą Kabaretu Moralnego Niepokoju i rzeczywiście prezentował się w HADESIE lepiej niż fima-matka w Chatce.

Paradoksalnie, to nie muzyka i teksty piosenek grały w koncercie główną rolę. Ta pierwsza stroiła się na styl Toma Waitsa. Solista z gitarą uprawiał melorecytacje, kontrabasista mu podśpiewywał a perkusja, druga gitara i piano robiły podobną atmosferkę. W tekstach były i takie pasusy jak: "Lubię dotyk jej sandałowej ręki, palcem stukać w sandałowe piersi", jakby u nas nie kojarzyło się to z pospolitym sandałem zamiast zamierzonych asocjacji z drzewem sandałowym.

Siłą koncertu były "gaduły" lidera. Opowiadając o dziewczynie z pociągu, która zainspirowała go do napisania jednego z utworów, dodawał "-Chciałem wam to powiedzieć, bo może czasem nie wiecie, skąd biorą się piosenki. Stąd się one biorą!". Albo: "-Mija czas, a tu trzeba pogadać. W domu żona mnie nie słucha.". Albo: "-Teraz inny wtręt z innej planety. Ja nie mówiłem jeszcze, że jestem z innej planety? To posłuchajcie..."

Solista Des Moines po prostu potrafił tworzyć klimat koncertu tak - jak kilka pięter wyżej - robi to Grzegorz Turnau, mistrz pogaduszek poprzedzających piosenkę. Dlatego zespół ze stolicy miał całkiem dobre przyjęcie i zyskał w Lublinie co najmniej kilkunastu wielbicieli. Najdziwniejsza jest nazwa. Członkowie zespołu każą czytać ją tak, jak się piszą i nie można próbować ją tłumaczyć i nazwać grupę Żniwiarzami. Tylko gdzie tam Żniwiarze jesienią i to w HADESIE?
Gazeta Towarzyska HADES, nr 3 (34) Zima 1998